Ile to lat minęło? Dziwne, że nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy dokładnie zacząłem poznawać muzykę Archive. Z drugiej strony, kto by wtedy o tym myślał? Człowiek miał jeszcze „naście” lat i swoje muzyczne odkrycia rozpoczynał w dużej mierze przed odbiornikiem, nastrojonym na Program 3 Polskiego Radia. I tak na 99% pewnego pięknego dnia usłyszałem (zapewne najpierw w tej mocno okrojonej wersji) utwór Again , wyżej wymienionego zespołu. Wrażenie było niesamowite i, co najważniejsze, pozostało takie po dziś dzień. Again trafiło na listę Top Wszechczasów „Trójki” i ku mojej, a myślę, że nie tylko mojej uciesze, kawałek wspiął się tam na tyle wysoko, iż był prezentowany już w całości. Piękne czasy… A właściwie piękne wspomnienia, bo czasy są zawsze piękne z perspektywy… no właśnie czasu. A tam jest dobrze, gdzie nas już nie ma… Tak się cała przygoda zaczęła i najlepiej aby trwała jak najdłużej.
Ale na bok sentymenty. Wbrew pozorom tekst ten nie dotyczy najbardziej znanego i często uważanego za najlepszy albumu „You All Look The Same To Me”, a pierwszej płyty Brytyjczyków –„Londinium”. W zestawieniu z późniejszymi dokonaniami nasuwa się tutaj jedno, bardzo proste skojarzenie: trip-hop. Czy jest to płyta czysto, klasycznie trip-hopowa? Nie wiem, nie znam się i nie mnie to oceniać. Skojarzenia z pewnością są i to dość konkretne. Kolejna kwestia to wokal. Może dotyczy to bardziej metalu czy rocka, ale mówiąc szczerze nie przepadam za damskimi partiami wokalnymi. Często są one powodem mojego nieufnego podejścia do nowo poznawanych dźwięków. Z Royą Arab było inaczej. Tutaj od razu „zaskoczyło”. Może dlatego, że śpiewa ona, że się tak wyrażę, z „feelingiem”, a nie tak jak panie w wielu metalowych kapelach, niby przejmująco, ale tak naprawdę bez wyrazu. Tak, inna estetyka, jednak zawsze takie skojarzenia i porównania mi przychodzą na myśl kiedy słucham „Londinium”. Dodając do tego piękne partie skrzypiec , nastrojowe dźwięki gitar, czy te wszystkie „klawiszowe” tła, mamy bardzo interesującą mieszankę. Taką, która najlepiej smakuje w letnie, ciepłe wieczory. Relaks i ukojenie skołatanych nerwów gwarantowane! Najbardziej ciepła, „pozytywna” płyta tego zespołu.
Co do rapu Rosko Johna (pojawia się aż w 6 utworach i przeważnie w obrębie jednej kompozycji, jego rymowanki przeplatają się ze śpiewem R. Arab) to wszystko jest na swoim miejscu. Zdania oczywiście mogą być podzielone, jednak według mnie jest to element dobrze pasujący do estetyki tego albumu. Tak jak choćby to, co zaprezentował pan Tricky na “Blue Lines” grupy Massive Attack. Archive nagrywali potem świetne płyty bez partii rapowanych, jednak debiut pozbawiony tego wydawałby się chyba dziełem bledszym, mniej wyrazistym. Ponarzekać można na detale takie jak: przegadany Skyscraper (udziela się wokalnie jedynie Rosko), trochę drażniący, nie tak bardzo udany, instrumentalny Organ Song, czy może nieco za długie kompozycje So Few Words i Beautiful World. Album jako całość jednak broni się doskonale i myślę, że będzie długo jednym z moich faworytów w kategorii dźwięków niekoniecznie rockowych.
Polecam „Londinium” zarówno fanom (jeśli jeszcze nie znają) trip-hopu, popu, prog rocka, jak i ogólnie wszystkim wrażliwym na piękne dźwięki, podane do tego z tak zwanym „tłustym bitem”.