W przedostatnim numerze jednego z polskich tygodników ukazał się artykuł o polskiej dumie narodowej. Obok znalazła się przygotowana przez redakcję lista naszych rodaków, którzy powinni być przez nas cenieni i którzy są naszym dobrem narodowym. Pośród szerokiej gamy postaci ze świata polityki, nauki, biznesu i kultury znalazło się miejsce (jak najbardziej zasłużone!) dla naszego wirtuoza trąbki, kompozytora – Tomasza Stańki. To on w latach 90. dołączył do ECMu – monachijskiej wytwórni jazzowej, która jest obecnie symbolem najwyższej jakości i ma swoich szeregach osobistości takie jak Keith Jarrett, Chick Corea, Jan Garbarek, John Scofield, czy Dave Holland. Manfred Eicher (założyciel i producent) stworzył przestrzeń, w której powstaje muzyka doskonała, a jakość brzmienia pozostaje niedościgniona. Dlatego niezwykle cieszy obecność w tym zacnym gronie tria młodego pianisty – Marcina Wasilewskiego.
Artysta ten, wraz z towarzyszącymi mu Sławomirem Kurkiewiczem i Michałem Miśkiewiczem rozpoczęli podróż na szczyt w towarzystwie Stańki. Dzięki tej współpracy zostali docenieni na świecie i wyrobili sobie na tyle mocną opinię, że Eicher uznał iż najwyższy czas na ich własną karierę. Tak powstały trzy kolejne albumu dla ECMu, a w tym roku dołączył do nich czwarty - Spark Of Life. Trio zostało wsparte brzmieniem saksofonu Joakima Mildera i w ten sposób powstał album wręcz wyśmienity.
Spark Of Life w wielu miejscach jest wypełniony bardzo klasycznym, jazzowym brzmieniem. Otwierająca całość, siedmiominutowa kompozycja pełna jest dostojnego fortepianu, pięknych dźwięków i subtelnego tła kreowanego przez sekcję rytmiczną. „Austin” poświęcone zostało Austinowi Peralcie, który zmarł w 2012 roku w wieku 22 lat, a znany był chociażby ze współpracy z The Cinematic Orchestra. Wspaniałe epitafium. „Sudovian Dance” zachwyca dwugłosem kreowanym przez fortepian i saksofon. Niezobowiązujący dialog pokazuje, że mamy do czynienia z muzykami kompletnymi, których umiejętności pozwalają znaleźć się w czołówce światowego jazzu. Podążanie za tworzoną przez muzyków melodią to czysta przyjemność. Inne kompozycje Marcina, takie jak tytułowy „Spark Of Life” (który przearanżowany pojawia się także jako ostatni na płycie), czy „Three Reflections” pozostają na równie wysokim poziomie. Więcej w nich miejsca dla pozostałych instrumentalistów – pojawią się solówki na basie, wsparcie ze strony perkusji i ogólne improwizacje. Do grupy tej zaliczyć można też kompozycję Mildera „Still”, w której, co ciekawe, sporo przestrzeni przejmuje fortepian Marcina – słychać, że dogadują się oni znakomicie.
Połowę płyty wypełniają covery. „Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan” grupy Hey jedynie swobodnie korzysta z motywu przewodniego oryginału, a cieszy w nim przede wszystkim sam zamysł crossowego podejścia do dwóch, pozornie tylko, odległych gatunków. Świetny jest „Message in A Bottle” The Police. Niepokojące intro przechodzi w fortepianową improwizację, a Marcin szaleje budując niezwykły klimat, bawiąc się konwencją, aranżując bridge i refren. No i solówka na basie - majstersztyk. Równie intrygująca jest interpretacja „Sleep Safe And Warm”, czyli nieśmiertelnego motywu Komedy z Dziecka Rosmary. Tradycjonaliści mogą pospadać z krzeseł słysząc improwizacje umieszczone w środku kompozycji, ale trzeba przyznać, że Marcin w niezwykle zręczny sposób łączy hołd dla twórczości klasyka z własnym, jazzowym światem.
Do tej pory jest naprawdę dobrze, ale mniej wytrwali słuchacze mogą być już nieco znużeni. Większość kompozycji prowadzona jest w dość powolnym tempie, tak aby wybrzmieć mogły pełne frazy - nieśpiesznie, dostojnie. Z pomocą przychodzą jednak dwie kompozycje, które są w moim odczuciu wisienką na torcie. Najpierw hancockowski „Actual Proof”. Prawdziwe szaleństwo pełne szybkich dźwięków, dynamicznych improwizacji i obłędnego tempa. I perkusyjna solówka w międzyczasie! Następnie „Largo” – wspaniałych hołd dla Grażyny Bacewicz. Jest to najbardziej rozbudowana kompozycja, pełna wdzięku i zróżnicowana melodycznie. Dzieje się w niej bardzo dużo - małe dzieło sztuki, a raczej pogłębiona, muzyczna opowieść.
Reasumując, Marcin Wasilewski, Sławomir Kurkiewicz, Michał Miśkiewicz oraz Joakim Milder stworzyli album najwyższej próby. Można narzekać, że nie jest to dzieło wybitne, nie zaskakuje i nie zrewolucjonizuje jazzu na świecie, czy nawet w Polsce. Jednocześnie jest to jednak muzyka, która płynąc z głośników jasno daje do zrozumienia słuchaczowi, że obcuje ze światową czołówką. Nawet jeżeli jest to dość popularne, jazzowe granie to chciałbym, żeby Polacy tworzyli takiej muzyki jak najwięcej. Duma rośnie.