Trzecie wydawnictwo The Resonance Association – zatytułowane VOLUME TWO (poprzednio ukazały się VOLUME ONE i APPENDIX ONE), to znowu cztery kompozycje, a w zasadzie trzy, bo Adrift rozpoczyna i kończy album. Owe kompozycje to efekt dalszych poszukiwań na ścieżce muzyki ambient, progressive, darkwave.
Rozpoczynający Adrift (part one) zawiera więcej muzyki niż wcześniejsze kompozycje, słychać, że panowie Daniel i Dominic rozumieją się coraz lepiej i tworzą coraz bardziej wciągające i ciekawsze kompozycje. Z tyłu przez cały czas brzmi metronom, zaś poza basowymi syntezatorami, najważniejszym instrumentem jest tu e-bow. Muzyka się rozkręca, rozciąga i otacza nas coraz mocniej. Doskonałe mantryczne rytmy, pozwalające odlecieć w inną przestrzeń, zapominając o codziennych kłopotach – chociażby na te kilkadziesiąt minut. Pojawiają się tu też inne przeszkadzaj ki, dźwięki, nieznane przestrzenie – słowem, bardzo wciągający kawałek. W szesnastej minucie pojawia się tez ledwo słyszalna transmisja z innego wymiaru. Przekazy podprogowe są zakazane, ale… He Dreamt Of Nitrogen jest zadziwiająco krótki, jak na TRA. Siedem minut, nie postarali się chłopaki, nie postarali. Jednak nadrabiają dźwiękami. Zabawa z loopami, syntezatorami, falami radiowymi, werblem, wiejącym wiatrem i przestrzenią. Muzyka doskonale nadaje się, jako tło do thrillera SF. Muzyka jest ciężka, mroczna i potrafi doskonale pobudzić wyobraźnię. Out Of Range jest odrobinę dłuższy, ale jest tez zbliżony do czegoś, co już słyszałem. Niemniej jednak kompozycja się rozbudowuje, zmienia barwy i nastrój, choć cały czas jest bardziej ciemna niż… nawet szara. Tak bardziej grafitowa, niż czarna. Gdzieś z tyłu rośnie ciśnienie, podnosi się cały czas poziom distortion. Czuję się jakby ktoś mi wiercił dziurę w głowie wiertarką udarową. Adrift (part two) kosmiczny przekaz, rozmowa, zniekształcona przez odbijające się od złamanych anten fale. Pojawia się perkusja, mocny gitarowy (noise’owy) riff oraz druga gitara śpiewająca w perskich klimatach. Świetnie zrobione. Mroczne, smutne, ale z pewną szczypta optymizmu. Gitary są ciężkie (zwłaszcza pierwsza – bliska jakoś do Ministry, Nine Inch Nails). Bębny również, choć są jakby bardziej przyjacielskie. Znowu pojawiają się transmisje, nawoływania, rozkazy. Jednak wiadomość pozostaje bez odpowiedzi, a za chwilę wychodzimy poza zasięg i muzyka się kończy.
Album jest dostępny do ściągnięcia za darmo, link można znaleźć na stronie zespołu w sekcji muzyka.